12.12.2013

Palau i nasze nurkowania na rajskim archipelagu Pacyfiku

PALAU rajski archipelag Pacyfiku Wielka podwodna przygoda i zdumiewająca przyroda – te dwa określenia chyba najlepiej oddają czar magicznego miejsca na Ziemi jakim jest archipelag Palau. Dla nas, […]

PALAU rajski archipelag Pacyfiku

Wielka podwodna przygoda i zdumiewająca przyroda – te dwa określenia chyba najlepiej oddają czar magicznego miejsca na Ziemi jakim jest archipelag Palau. Dla nas, ludzi z północnej Europy rzeczywistość z jaką spotkamy się na tych rajskich wysepkach jest zdumiewającym przeżyciem. Magicznym wspomnieniem, które na zawsze pozostanie w naszej pamięci.

?

Palau to egzotyczny archipelag składający się z ponad 300 wysp, otoczony od strony zachodniej Morzem Filipińskim oraz Północnym Pacyfikiem od strony wschodniej. Stąd jest zaledwie 800 kilometrów w kierunku południowym do równika oraz w kierunku zachodnim do Filipin. Republika Palau, stowarzyszona z USA, to małe państwo wyspiarskie zamieszkiwane przez około 20.000 osób, wchodzące w skład Mikronezji oraz stanowiące część zachodniej grupy Karolinów. Wystarczy spojrzeć na flagę tego maleńkiego kraju by je sobie wyobrazić – według mnie doskonale oddaje ona charakter tego miejsca. Żółte koło na błękitnym tle jednoznacznie kojarzy mi się z promiennym słońcem i turkusową wodą – warunkami idealnymi do powstania lasów koralowych, zamieszkiwanych przez to, co interesuje każdego pasjonata nurkowania: przez bogatą i różnorodną florę i faunę morską! Według mnie Palau jest najbardziej wszechstronnym kierunkiem nurkowym, miejscem, w którym spotkamy wszystkie możliwe atrakcje na najwyższym poziomie! Wody otaczające archipelag posiadają walory o jakich trudno pomarzyć w innych zakątkach świata. Umożliwiają niemal każdy typ nurkowania – w zależności od preferencji czekają tu na nas: duże zwierzęta pelagiczne, bogaty świat makro, opadające ściany, systemy ukrytych jaskiń i tuneli, ogrody wielkich przydaczni ważących średnio po 500kg, doskonale zachowane wraki floty Japońskiej pamiętające czasy II Wojny Światowej, niezwykłe jeziora z milionami meduz pozbawionych właściwości parzących oraz jedne z najbujniejszych ogrodów koralowych jakie kiedykolwiek widziałam (zarówno miękkich jak i twardych przedstawicieli). Ponieważ Palau znajduje się na wodach otwartych oceanu, plan dnia i możliwe niespodzianki potrafią zaskoczyć nawet samych tubylców – cudowne jest to, że w zasadzie wszystko jest tu możliwe. Podczas naszej ostatniej wyprawy w listopadzie 2013 roku ni stąd, ni zowąd nadpłynęły wieloryby piloty, których obecność zaskoczyła nas bardzo – oczywiście w sensie pozytywnym 

Podróż do tego raju nie należy do skomplikowanych, jest jednak niewątpliwie bardzo czasochłonna. Średnio zajmuje ona 25-35 godzin, chociaż zestawiając to z atrakcjami jakie tu na nas czekają wynagradzają one w stu procentach włożony wysiłek. Doskonałym pomysłem jest złagodzenie podróży przystankiem w jednej z azjatyckich metropolii – Seulu, Tokyo czy Taipei, przez które najczęściej organizowane są przeloty na Palau. My zatrzymaliśmy się w Seulu, do którego centrum w łatwy i szybki sposób dostaliśmy się ekspresową koleją spod samego lotniska. Zjedliśmy bardzo specyficzny posiłek – sama już nie wiem co to było:) bo smak tej potrawy nie przypominał mi nic znajomego, zwiedziliśmy kilka zakątków tej metropolii. Pełni wrażeń wróciliśmy na lotnisko, które chciałabym bardzo pochwalić za bezpłatne i ogólnodostępne toalety. W każdej chwili można skorzystać z prysznica i odświeżyć się przed kolejnym etapem podróży. Tam też bezpłatnie otrzymamy podstawowe przybory toaletowe, ręczniki, suszarkę do włosów a nawet klapki ( co prawda w azjatyckich rozmiarach :). Brawo, takie porty lotnicze nie zdarzają się zbyt często!

Wreszcie nadszedł ten moment. Twarde i szybkie lądowanie wymuszone krótkim pasem startowym na lotnisku na wyspie Babeldaob przenosi nas do innego świata. Wychodzimy z samolotu, marszem przedostajemy się do budynku głównego w tym niewielkim i kameralnym porcie lotniczym, otoczonym bujną i tropikalną roślinnością. Wilgotne powietrze sprawia, że nawet w nocy czujemy klimat tropików. Zapach powietrza uderza w nasze zmysły – podświadomie czujemy, że dom jest bardzo bardzo daleko. Próbujemy uruchomić nasze telefony i tu pojawia się uczucie, o którym zapomnieliśmy dawno dawno temu. Nie ma zasięgu, telefony milczą, brak sygnału. Na Palau nie działają nasze polskie telefony komórkowe. Istnieje możliwość uzyskania połączenia po wykupieniu aktywacji u lokalnego operatora, choć jakość sygnału jest tak marna, że nikomu z nas nie udało się połączyć z Polską. Alternatywa – internet. Ten z kolei działa tak wolno, że wysłanie kilku zdań zajmuje kilkanaście minut. Efekt: po kilku dniach wszyscy pokochaliśmy błogi stan braku możliwości komunikacji ze światem, zwłaszcza z pracą!

Dzień pierwszy na Palau niewątpliwie upłynął pod hasłem: regeneracja po podróży, przystosowanie do temperatury wyższej o 20°C niż ta, którą pożegnaliśmy w Polsce i wilgotności sięgającej 80%. Spacerujemy po wyspie Koror, nieformalnej stolicy wyspy. To tutaj koncentruje się życie Palaulańczyków. Można zjeść w jednej z wielu restauracji serwującej dania kuchni azjatyckiej, hinduskiej a także europejskiej. Przy głównej ulicy biegnącej przez wyspę znajdziemy kilkanaście małych sklepików z pamiątkami, wśród których jako lokalny, rozpoznaję tylko jeden wyrób – tzw. tabliczki z historyjkami. Są to tradycyjne tabliczki drewniane – najczęściej wykonane z mahoniu, na których ręcznie zostały wyrzeźbione sceny opowiadające pewne historie z życia mieszkańców oraz lokalne legendy. Jest to chyba jedna pamiątka jaką warto przywieźć do domu, by pokazać tutejsze rękodzieło.

Punktem orientacyjnym miasteczka Koror – wyspy o powierzchni zaledwie 2 km² jest duży supermarket, tzw. WCTC Trade Cener gdzie kupimy w zasadzie wszystkie produkty spożywcze i przemysłowe jakie tylko przyjdą nam do głowy – z tą różnicą, że w wydaniu amerykańskich marek, po cenach zbliżonych to tych jakie mamy w Polsce. Żyć nie umierać! Czekolada Hershey’s, serek Philaldelphia – półki niewiele różnią się od tych w amerykańskich supermarketach. Ciekawa wydała mi się część z mrożonkami. Warto tam spojrzeć bo wybór oraz rozmiar owoców morza jest naprawdę imponujący. Jeśli jesteście na Palau i macie dostęp do kuchni – zachęcam na wycieczkę do tej części sklepu!

My pokochaliśmy WCTC z troszkę innego powodu. Przez większość dni ten duży market był naszym punktem odniesienia na drodze do ŻÓŁTYCH ŁAWECZEK. Dla niewtajemniczonych, powiem coś więcej o tej najsmaczniejszej i najbardziej lokalnej jadłodajni na Palau. Otóż żółte ławeczki to maleńka budka serwująca smażone przysmaki z mięsa, owoców morza, frytki, burgery. To miejscowy lokal gastronomiczny gdzie za ok. 5$ najadaliśmy się do syta próbując takie ciekawostki jak frytki z cynamonem, kulki krabowe, krążki z kalmara i wiele wiele innych pozycji z menu. Zamówiony posiłek można zjeść komfortowo zasiadając na drewnianych żółtych ławeczkach – i stąd właśnie wzięła się nadana przez nas nazwa tego lokalnego kramu z fast foodem! 🙂

Przemierzając wyspę Koror wzdłuż i wszerz, a potrzebowaliśmy na to maksymalnie trzy godziny, zaczynam coraz bardziej czuć panującą tu atmosferę. Pomimo, że Palau to zespół maleńkich wysepek rozciągniętych na wodach Pacyfiku przez blisko 200km (w większej części niezamieszkałych) a infrastruktura drogowa to zaledwie jedna główna ulica przemierzająca najczęściej uczęszczane przez mieszkańców zakątki, wszyscy lokalni pokonują niewielkie odległości z punktu A do punktu B samochodami. Co zabawne, chodniki wykorzystują tylko przechadzający się turyści, nie spotkacie na nich żadnego lokalnego mieszkańca. Jeszcze dziwniejsze wydało mi się przystosowanie dróg do komunikacji. Ruch jaki panuje na wyspach, to ruch prawostronny. Jednak już same pojazdy, najczęściej importowane z Japonii, to samochody przystosowane do jazy po drogach zgodnie z ruchem lewostronnym. Dziwne to było uczucie, gdy zasiadłam obok kierowcy. Kierunek i strona jazdy niby zgodne z tym do czego przywykłam, jednak to ja siedziałam na miejscu przeznaczonym dla kierowcy, a pasażer prowadził pojazd 

Mikronezyjskie Palau to jeden z najlepiej zachowanych morskich ekosystemów świata, stwarzający bardzo wiele możliwości do eksploracji i odkrywania tego urokliwego zakątka świata – zarówno pod wodą jak i na lądzie. Nie bez powodu miejsce to zyskało przydomek „światowego bestselleru nurkowego” gdyż bogactwo ekosystemu Pacyfiku w rejonie tego archipelagu potrafi powalić na kolana nawet najbardziej wytrawnych podróżników nurkowych. Wewnętrzne laguny kryją pod powierzchnią wody dziesiątki doskonale zachowanych wraków japońskich statków zbombardowanych przez amerykańską armię podczas II Wojny Światowej. Występujące prądy i często wzburzone wody od strony otwartego Pacyfiku z jednej strony utrudniają swobodne poruszanie się pod wodą początkującym płetwonurkom, a z drugiej dają możliwość spotkań oko w oko z grupami szarych rekinów rafowych, rekinów biało i czarno płetwych, tańczącymi mantami, ławicami barakud, jackfishy i snaperów. Szczęściarze mogą spotkać przepływające grupy delfinów, wieloryby piloty czy diugonie. Tak było też w naszym przypadku, kiedy to podczas wejścia do wody na najlepszym i najsłynniejszym miejscu nurkowym Palau – Blue Corner jednemu z członków naszej paczki zepsuł się rebreather. Zmuszony był obejść się ze smakiem i pozostać na łodzi. Cała grupa dała nura a Piotr niestety podziwiał tylko nasze bąble z powierzchni wody. Po godzinie okazało się jednak, że wcale nie było mu tak źle i smutno… Wszyscy dali nura a on, na wyłączność, mógł obserwować stado bawiących się wielorybów pilotów (grindwali krótkopłetwych) nieopodal kadłuba naszej motorówki. 🙂

Podczas listopadowego wyjazdu na Palau zrobiłam 15 nurkowań, z których najbardziej oczarowały mnie właśnie te najbardziej owiane sławą. Pomimo ogromu niezwykle atrakcyjnych raf występujących u wybrzeży praktycznie każdej wyspy dba się na tyle mocno o morski ekosystem, że nurkowania odbywają się w maksymalnie około 50 miejscach nurkowych. Pomimo olbrzymiego potencjału i możliwości udostępniania kolejnych spotów przyjeżdżającym tu z całego świata płetwonurkom, lokalni przewodnicy w trosce o dobro środowiska dbają o to by nurkowa mapa Palau pozostała w niezmienionej postaci. W niczym to jednak nie koliduje, gdyż każde zejście pod wodę gwarantowało jedne z najlepszych nurkowań jakie miałam okazję przeżyć 

  1. Blue Corner – najsłynniejszy ale nie bez powodu! Tylko na tym plato, wskazującym w kierunku zachodnim Filipiny, znajdziemy się w centrum wydażeń z życia dużych stad rekinów i innych zwierząt pelagicznych. Jest to miejsce multi atrakcyjne gdzie rekiny znajdą się na wyciągnięcie ręki. Zawieszeni na hakach rafowych będziemy mieli szansę obserwować jak sprawnie poruszają się w prądzie, a pasjonaci fotografii podwodnej z pewnością złapią ujęcia jedne z najlepszych jakie kiedykolwiek mieli szansę zrobić. Tu każde nurkowanie kończy się z butlą wyssaną do granic możliwości, bo dzieje się tak wiele, że nie sposób zaspokoić swoją ciekawość przez 60 czy 70 minut. Nurkowanie odbywa się w sporym prądzie (uwaga początkujący!) jednak począwszy od niewielkich okazów makro kończąc na drapieżnikach dużych i jeszcze większych, zachwycać będziemy się bogactwem życia podwodnego! Miejsce to jest na tyle atrakcyjne, że polecam zanurzyć się tu 2-3 razy. Naprawdę warto!
  2. German Channel – popularny gdyż znajduje się tu stacja czyszczenia mant. Spektakularne spotkania z kilkoma osobnikami na raz nie należą do rzadkości. Do tego towarzyszące im orlenie krążące przy dnie, szare rekiny rafowe czy unoszące się w toni sympatyczne żółwie. Nic dodać nic ująć, zobaczyć trzeba!
  3. Big Drop-off – miejsce legenda w kategorii „nurkowanie przy ścianie”. Pionowa, stromo opadająca ściana porośnięta przez miękkie koralowce i anemony. Miejsce gdzie spotkamy niezliczenie wiele odmian małych ryb rafowych, papugo ryby, żółwie, pielęgnice, żabnice, skalary, skrzydlice. A wszystko to przy widoczności 40m i więcej… Miejsce polecane fotografom, naprawdę zachwyca swoim urokiem 
  4. Ulong Channel – genialne nurkowanie w prądzie wewnątrz szerokiego i bardzo długiego korytarza wydrążonego w rafie barierowej na zachodniej stronie wyspy Ulong. Przez około 20-30 minut będziemy bezwładnie unoszeni przez prąd wzdłuż stoków rafy w znacznej części pokrytej polanami niezwykle malowniczych koralowców sałatowych. Przed oczami śmigać będą nam szare rekiny rafowe, rekiny białopłetwe, tuńczyki, grupy czarnych snaperów oraz barakudy. Nurkowanie zwykle kończy się w miejscu gdzie kanał znacznie się rozszerza i pogłębia. Jest to idealny moment na przystanek bezpieczeństwa, podczas którego naprawdę wiele może się jeszcze zdarzyć. Możemy spotkać duże osobniki rekinów, manty, żabnice, skorpeny, przydacznie, ośmiornice i wiele wiele więcej.
  5. Wrak Helmet – stosunkowo łatwo dostępny wrak japońskiego statku towarowego spoczywający na dnie wewnętrznej laguny – zresztą jako jeden z dziesiątek mu podobnych, zestrzelonych przez amerykańską armię statków. Długi na 58 metrów odkryty został w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Wrak obfituje w wiele doskonale zachowanych przedmiotów przywołujących fragmenty historii oraz wydarzenia z okresu II Wojny Światowej, kiedy to Palau w latach 1914 – 1944 okupowane było przez Japończyków. Ciężko jest mi sobie to wyobrazić, że w tym przepięknym miejscu od 1930 Japońska armia koncentrowała i rozwijała swoje siły zbrojne, budowała militarne fortyfikacje, utworzyła bazę dla floty statków. Bogactwo wraków zawdzięczamy aliantom, którzy w latach 1943-1944 rozgromili japońską flotę. Spoczywające na dnie statki to prawdziwy rarytas dla fanów nurkowania wrakowego. Eksponaty są doskonale zachowane, nienaruszone, na wyciągnięcie ręki! Jedno nurkowanie na wraku helmet to spotkanie z historią dostarczającą naprawdę wielu emocji. Broń maszynowa, skrzynie z amunicją, ceramiczne wyroby: butelki na sake, zlew, naczynia, hełmy żołnierzy japońskich, silniki samolotów, mosiężne lampiony. Polecam!
  6. Nurkowanie z Nautilusem -prawdziwy rarytas dla fanów przyrody. Możliwość obcowania z jednym z najstarszych stworzeń żyjących na ziemi niewątpliwie jest jedną z głównych atrakcji wyjazdu. Samo nurkowanie w tym miejscu nie dostarcza już tak wielu emocji jak obecność samego łodzika. Spotkanie z tym niezwykłym stworzeniem odbywa się w sposób ściśle kontrolowany, gdyż naturalnym środowiskiem dla tych głowonogów jest głębokość ok. 300-400 metrów. Na powierzchnię wydobywane są one w specjalnie skonstruowanych klatkach – wabione smakiem i zapachem kurczaków (ich największym przysmakiem). Łodziki to jedyne głowonogi mające zewnętrzną muszlę. Nazywamy je żywymi skamielinami, ponieważ pojawiły się na Ziemi 550 mln lat temu, na początku ery paleozoicznej, i przetrwały w mało zmienionej formie do dziś. Muszla łodzika zbudowana jest z wielu komór. Zwierzę zamieszkuje największą, zewnętrzną. Pozostałe komory połączone są syfonem i pełnią rolę pływaka. Wypełniając odpowiednią liczbę komór gazem łodzik reguluje swoje zanurzenie. Fragment historii a właściwie prehistorii w kadrze mojego aparatu, to jest coś!
  7. Chandelier Cave – to unikalne nurkowanie daje szansę spenetrowania wnętrza wapiennych formacji będących największą ozdobą Palau – słynnych Rock Islands (skalnych wysp). Jest to system komór połączonych, wydrążonych w głąb (na około 100 metrów) w jednej ze skalnych wysepek, nieopodal portu na wyspie Malakal. Nurkowanie polega na przepływaniu z jednej do kolejnej komory powietrznej jaskini, gdzie bez problemu możemy oddychać bez użycia automatów. Uroku każdej z grot dodają stalagmity i stalaktyty dekoracyjnie porastające ściany i sufity. Woda w jaskiniach jest krystaliczna i nieskończenie przezroczysta. Niewątpliwie jest to miejsce warte penetracji!
  8. Jezioro Meduz (znane na świecie pod nazwą Jellyfish Lake) – snorklowanie w tym miejscu to jedno z największych przeżyć jakie kiedykolwiek miałam okazję doświadczyć. Pamiętam jak dziś czasy gdy byłam nastolatką i z nosem wlepionym w ekran telewizora oglądałam megaprodukcje National Georgaphic o tym właśnie niewielkim jeziorku morskim na drugim końcu świata. Szczelnie zamkniętym w skałach, otoczonym tropikalnym lasem. Po latach przyjechałam i zanurzyłam się w toni z milionami bezbronnych meduz pozbawionych zdolności parzenia, która z czasem zanikła ze względu na brak naturalnych wrogów. Na Palau takich magicznych jeziorek jest około siedemdziesięciu, chociaż tylko to jedno zostało udostępnione turystom do zwiedzania. 🙂

Warto wspomnieć, że Palau zachwyca także doskonałą organizacją i profesjonalnym podejściem do tematu nurkowania. Centra nurkowe (najczęściej prowadzone przez amerykanów) i ich obsługa stają na wysokości zadania organizując całodzienne eskapady po wodach Pacyfiku. Nasza palaulańska przygoda nurkowa zaczynała się od porannego transferu z hotelu do centrum nurkowego – trwało to około 5 minut. Następnie przygotowywaliśmy sprzęt i w plastikowych boxach wnosiliśmy go na pokład naszej łodzi – ultraszybkiej zadaszonej motorówki wyposażonej w dwa 150 konne silniki Yamaha  Potem omówienie z naszym przewodnikiem, kilka wolnych chwil w marinie by o godzinie 09:00 ruszyć na wybrane przez Daniela (naszego guida) miejsca nurkowe. Co miłe, sama jazda – czasami nawet 60 minutowa, sprawiała nam wiele satysfakcji. By wypłynąć na otwarte wody Oceanu Spokojnego (rafy zewnętrzne archipelagu) nasza motorówka z dużą prędkością, ok. 80km/h, lawirowała w bajkowej scenerii setek skalistych, wapiennych wysepek (potocznie zwanych tu Rock Islands) przyjmujących niezwykle malownicze kształty. Pod powierzchnią wody, niczym taśma filmu przewijana z olbrzymią prędkością, migały nam bujne lasy ogrodów koralowych wyściełające dno przybrzeżnej strefy archipelagu. Po około godzinnej podróży, która nigdy nam się nie dłużyła, dopływaliśmy na wybrane spoty nurkowe. Nasz przewodnik dawał nam dużo swobody jeśli chodzi o czas i głębokość nurkowania. W przerwie powierzchniowej także nie spędzaliśmy czasu biernie. Każdego dnia przypływaliśmy do rajskich i dziewiczych wysepek, gdzie na śnieżnobiałym, piaszczystym brzegu w cieniu dziko rosnących palm jedliśmy przepyszne lunche serwowane w japońskim stylu – w tak zwanych pojemnikach bento z wieloma przegródkami wypełnionymi przysmakami: sushi, ryżem, kurczakiem, rybą, gotowanymi warzywami i na deser czymś słodkim. Potem nastawała błoga sjesta, po której ruszaliśmy na drugiego nurka. Powrót do mariny centrum nurkowego zwykle przypadał na okolice godziny 16:00. Potem już tylko transfer do hotelu, toaleta i wyjście na podbój miasta! Zwykle pomysłów było sporo co do tego gdzie zjeść i posiedzieć. Chociaż i tak każdego wieczoru wszystkie drogi prowadziły nas do ukochanych żółtych ławeczek 🙂

Ostatni wolny dzień wyprawy poświęciliśmy na całodzienną wycieczkę krajoznawczą w najciekawsze zakątki największej wyspy Palau – Balebdaob (drugiej, zaraz po Guam, największej wyspie Mikronezji). Wypożyczyliśmy rodzinnego vana tak by cała nasza grupa mogła podróżować w komfortowych warunkach, niczym „jedna wielka rodzina”. Babeldaob to miejsce idealne na kilkunastogodzinny wypad poza Koror. Jest tu wiele rzeczy godnych uwagi, począwszy od malowniczych dzikich plaż, wyprawy przez tropikalny las deszczowy – gdzie punktem kulminacyjnym jest najwyższy wodospad Mikronezji – Ngardmau, pozostałości militarne z okresu II Wojny Światowej, stanowiska archeologiczne z bazaltowymi monolitami przedstawiającymi twarze podobne do tych odkrytych na Wyspach Wielkanocnych (znanymi pod nazwą Badrulchau), stare drewniane domy – „baje” zbudowane ok. 100 lat temu w tradycyjnym stylu i przy wykorzystaniu lokalnych materiałów i prymitywnych narzędzi. Cała wyspa jest niezwykle łatwa do spenetrowania dzięki nowiutkiej asfaltowej drodze biegnącej wzdłuż jej wybrzeża (długa na niespełna 90km). Jej budowa została sfinansowane przez rząd amerykański za bagatela 150 milionów dolarów. Największym zaskoczeniem i zagadką wycieczki okazała się sama stolica Palau – stan Melekok, położony w centralnej części wschodniego wybrzeża wyspy. Gdy dotarliśmy do budynku Kapitolu oniemieliśmy z zaskoczenia. W naszych myślach pojawiły się same ???wykrzykniki???. Co taki budynek rządowy – do złudzenia przypominający kapitol w samym Waszyngtonie, robi na wysepce o powierzchni 400km², w państwie zamieszkiwanym przez około 21.000 ludzi, otoczony lasem deszczowym i dziką tropikalną przyrodą? Na dodatek przed gmachem dumnie prezentuje się tabliczka – „Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej”. Z tego co się dowiedziałam Unia Europejska sfinansowała wyposażenie budynku w panele solarne i stąd widnieje takowa tabliczka. Ale mimo wszystko, czy to nie przerost formy nad treścią??? 

Po dziesięciu dniach spędzonych w raju nadszedł smutny moment powrotu do szarej rzeczywistości i zbliżającej się polskiej zimy. Czar i klimat Palau pozostał jednak w naszej pamięci, a tak gorące wspomnienia rozgrzałyby niejednego zmarzlaka nawet na biegunie! Skorzystaj z życia w tropikach na odosobnionych wysepkach Pacyfiku. Zanurz się w błękitnej toni kryjącej jedno z najbogatszych królestw morskiej flory i fauny. Zachęcam do wyjazdu w to wybrane miejsce na Ziemi!

Katarzyna Cieślawska-Bagińska
Activtour.pl

Popularne posty

BalticTech 2019

Pierwszy raz, mamy nadzieję, że nie ostatni. Ruszamy na Baltic Tech do Gdyni, będziemy mieli tu swoje stoisko. Jeśli chcielibyście się z nami spotkać zapraszamy gorącą. Czekamy na […]

ZOBACZ
Sudan – wyjątkowy kierunek nurkowy

To jest nasza nadzieja, że dzieci urodzone dzisiaj będą miały 20 lat przed sobą, trochę zielonej trawy pod gołymi stopami, świeże powietrze do oddychania, trochę błękitnej wody do […]

ZOBACZ
ANTARKTYDA Nurkowanie w Krainie Lodowych Gigantów…

W obszarach polarnych przestają działać reguły, które obowiązują w naszym codziennym życiu. Antarktyda to rejon wiecznego lodu, dni trwających sześć miesięcy, błędnych wskazań kompasów, to tu spotykają się […]

ZOBACZ
LINIA LOTNICZA ZGUBIŁA NASZ BAGAŻ NURKOWY – i co dalej…?

Nasze wakacje nurkowe rozpoczęte. Przemęczeni podróżą docieramy na drugi koniec świata, do szczęścia  zostało już tak niewiele. Odbiór bagażu, transfer do miejsca gdzie spędzimy najbliższe dni lub tygodnie, […]

ZOBACZ
Poznaj nasze nurkowe Ecocampy!

Często zastanawia mnie fenomen Egiptu – z całą pewnością można go nazwać darem dla wszystkich nurków mieszkających w Europie.  W odległości zaledwie 4 godzin lotu samolotem, za minimalnie […]

ZOBACZ
WYJAZD NURKOWY DO EGIPTU: W JAKIEJ SYTUACJI MOŻEMY BEZKOSZTOWO ANULOWAĆ NASZĄ REZERWACJĘ?

Od kilku lat w ocenach MSZ, Egipt uważany jest za państwo narażone na akty terroru. Od 2011 roku poziom zagrożenia utrzymuje się (z małymi przerwami) na poziomie 3 […]

ZOBACZ
20 TOPOWYCH KIERUNKÓW NURKOWYCH NA ŚWIECIE – Alfabetyczny Ranking Activtour

Jesteśmy mobilni, potrafimy dotrzeć już w zasadzie w każdy zakątek naszego globu. Z pełną świadomością twierdzę, że świat stoi przed nami otworem… Niektórzy z nas swoją podwodną przygodę […]

ZOBACZ
RPA – “PO DRÓGIEJ STRONIE RÓWNIKA…”

RPA – Republika Południowej Afryki, miejsce po którym stąpamy z głową zwisającą w dół 🙂 Sam koniuszek Afryki, otoczony dwoma oceanami: Atlantyckim od strony zachodniej oraz Indyjskim od […]

ZOBACZ
In the middle of Atlantic czyli wyprawa nurkowa na Azory

Szczyt Pico wynurzył się zza cumulostratusów i otaczających go altocumulusów, przypominając bardziej wisienkę na dużym, śmietankowym torcie, spoczywającym na lazurowej paterze, niż stale aktywny wulkan drzemiący sobie na […]

ZOBACZ
SAFARI NURKOWE: KILKA PORAD JAK W ZGODZIE DZIELIĆ KABINĘ, ZE WSPÓŁLOKATOREM

Nie każdy z nas uczestniczy w wyjeździe nurkowym w towarzystwie osoby blskiej i takiej, którą dobrze zna – z drugą połową, mężem/żoną czy przyjacielem. Często decydujemy się na […]

ZOBACZ
KOSTARYKA czyli kraj wulkanami kipiący…

Małe, jedno z mniejszych Państw Ameryki Łacińskiej, którego powierzchnia odpowiada blisko 1/6 powierzchni Polski i zamieszkiwana jest przez około 4 miliony ludzi… Urzeka, oszałamia, zaskakuje i zachwyca swoimi […]

ZOBACZ
Zwiedzaj Świat – cz. 2

Zapraszam do lektury drugiej części artykułu na temat czy powierzać / nie powierzać organizację swoich wakacji nurkowych profesjonalnym biurom podróży? Umowa-zgłoszenie, warunki uczestnictwa oraz ubezpieczenia to bardzo istotne […]

ZOBACZ
Zwiedzaj Świat – cz. 1

 Czy powierzać / nie powierzać organizację swoich wakacji nurkowych profesjonalnym biurom podróży? Na to pytanie tak naprawdę każdy z nas powinien odpowiedzieć sobie sam. Nie ma jednej właściwej […]

ZOBACZ