15.08.2014

Chorwackie WIELKIE safari nurkowe :)

Nasza przygoda z Chorwacją i safari nurkowym na pokładzie łodzi Agramer po Dalmacji Północnej rozpoczęła się w sobotę nad ranem. Z Wrocławia wyjechaliśmy o godzinie 4:00 rano, na […]

Nasza przygoda z Chorwacją i safari nurkowym na pokładzie łodzi Agramer po Dalmacji Północnej rozpoczęła się w sobotę nad ranem. Z Wrocławia wyjechaliśmy o godzinie 4:00 rano, na łódź zacumowaną w porcie w Zadarze dotarliśmy około godziny 16:00. Zakwaterowaliśmy się w kabinach, zaparkowaliśmy samochód na jednym z wielu parkingów dookoła portu. Tego wieczoru poczuliśmy przedsmak śródziemnomorskiej przygody oraz leniwego życia w uroczych miasteczkach, skrywających w swych zakątkach zabytki architektury – pradawne domki, kościółki, twierdze. Niektóre z nich posiadały ponad tysiącletnią historię. Życie w Zadarze toczy się w swoisty sposób. Mnie najbardziej zachwycił mix doskonały tego, co dawne i współczesne – harmonijne połączenie dobrodziejstw historii z użytecznością i potrzebami współczesnych mieszkańców i odwiedzających turystów. W centralnym punkcie miasta przechadzaliśmy się pomiędzy tysiącletnimi kościółkami. Jeden z nich zbudowany był nawet z elementów jeszcze starszych – do konstrukcji użyto pozostałości antycznych greckich budowli – fragmenty kolumn, filarów i ścian. W takie otoczenie idealnie wkomponowane zostały lokalne knajpki, restauracyjki i kawiarenki. Magia tego miejsca pozostanie na długie lata w mojej pamięci!

Po kolacji powitalnej wybraliśmy się na spacer wzdłuż nabrzeża. Dotarliśmy na ogromny plac ze schodami schodzącymi do morza. Wtedy zorientowałam się, jak ciekawa i przyjemna towarzyszy nam muzyka. Okazało się, że w części nabrzeżnej schodów, a właściwie pod nimi, skrywa się misternie zaprojektowany i przygotowany system organów. Cała niecodzienność tego instrumentu polega na tym, że wydaje on dźwięki w takt uderzających o schody fal.

                Rankiem w niedzielę opuściliśmy port w Zadarze i skierowaliśmy się na południe. Pierwszy dzień nurkowy, chyba jak zawsze podczas safari polegał raczej na przygotowaniu się i oswojeniu do nowego miejsca i tym samym odmiennego środowiska nurkowego. Wykonaliśmy dwa nurkowania nieopodal wyspy Žut na rafie Babuljaši – w dwóch jej różnych częściach. Był to łagodny wstęp do przygody, jaka czekała na nas w kolejnych dniach.

Wieczorem zakotwiczyliśmy na wyspie Długi Otok, w miejscowość Luka. Kolacja, jaką przygotował kucharz, to prawdziwy popis śródziemnomorskiej kuchni. Wielka micha rewelacyjnie przyrządzonych i świeżuteńkich muli. Do dzisiaj na samą myśl ślinka cieknie po języku:)

                Drugi dzień nurkowy, a szczególnie drugie nurkowanie zaskoczyło nas bardzo pozytywnie. Znaleźliśmy się na wraku statku rybackiego u podnóża wyspy Sestrunj. Jednostka zatonęła nieco ponad 20 lat temu, była w całkiem dobrej kondycji. Głębokość, na której spoczywała wynosiła maksymalnie 30m i dała nam możliwość obejrzenia jej wzdłuż i wszerz. Ciekawym punktem były spoczywające z prawej strony wraku klatki służące do przechowywania złowionych ryb i owoców morza. Ponieważ leżą one na głębokości ok. 15m i dociera tam dużo światła, są one domem dla wielu gatunków ryb i życie toczy się tam z dużym tempem.

Trzecią noc podczas safari spędziliśmy zakotwiczeni w małej marinie na wyspie Molat. Śródziemnomorski klimat, spokój i swobodę życia odczuliśmy od momentu postawienia stóp na lądzie. Obok nas stała zakotwiczona mała łódź motorowa lokalnego chłopaka, a na jej dziobie dostrzegłam małe, poporcjowane kawałeczki czerwonego koralowca, które dosychały sobie w promieniach słońca. Zszokowała mnie wtedy swoboda życia mieszkańców. Spacer w głąb wyspy dalej odkrywał przed nami ich beztroskę – dowcipne napisy na drzwiach lokalnego baru rybnego, czy też fakt, iż prawie połowa samochodów na wyspie nie posiadała tablic rejestracyjnych (czyli nie była zarejestrowana). Ale po co, skoro nie ma tu straży miejskiej i policji? Transport takich pojazdów odbywa się drogą wodną, innej możliwości dostania się na wyspę przecież nie ma. Podpływa prom, wyładowuje się zamówiony pojazd czterokołowy i właściciel może cieszyć się nim przez lata bez przykrych obowiązków i opłat na rzecz Państwa.

Idąc w głąb lądu, w kierunku plaży położonej po przeciwległej stronie wyspy, odkryliśmy mroczną i bardzo smutną przeszłość tego miejsca. Podczas II Wojny Światowej hitlerowcy założyli tutaj obóz koncentracyjny.

                Trzeci dzień nurkowy i czwarty od zaokrętowania na pokładzie Agramera przyniósł nam wiele niesamowitych wrażeń.

Zaczęło się od pierwszego nurkowania porannego u podnóża wysepki Vodńijak, nieopodal wysp Skarda i Ist. Zbliżyliśmy się do jej wybrzeża, wskoczyliśmy do wody, zaczęliśmy się zanurzać. Początkowo trafiliśmy na silny prąd czołowy, ale po zejściu poniżej 15. metra napór wody uspokoił się. Naszym oczom ukazała się opadająca na około 60 metrów ściana, bogato przyozdobiona wachlarzami czerwonych gorgonii oraz krzewami czerwonych koralowców. Przez moment widok zaparł mi dech w piersiach. Tak bujnie porośniętego zbocza rafy nie widziałam chyba nigdy. Do tego z zakamarków formacji skalnych wpatrywały się w nas ośmiornice i langusty. Obraz nie do podrobienia!

Drugie nurkowanie dostarczyło nam także wspaniałych wrażeń. Zanurzyliśmy się u stóp wyspy Skarda w północnej części Dalmacji. Nigdy dotąd nie widziałam tak wielkich langust. Pierwsza, którą natrafiliśmy na głębokości ok. 38 metrów spoglądała na nas z ukrycia – zabunkrowana w szczelinie rafy. Zdradzały ją wystające metrowe wąsy, których niestety nie miała jak ukryć przed nami. Była naprawdę duża – uwieczniłam ją na pamiątkowym zdjęciu.

Nocleg spędziliśmy na wyspie Olib, w miasteczku o tej samej nazwie. Panuje tu bardzo beztroski klimat. Pogodni mieszkańcy przemieszczają się quadami po wąskich, wybetonowanych uliczkach. Wszystkie pojazdy, jak na prawdziwie kameralną wyspę przystało, nie posiadają tablic rejestracyjnych. Wyspa i jej mieszkańcy wydają się być dość zamożni – widać to po nowych domach i wszędzie zagospodarowanych uliczkach. Kapitan naszej łodzi, Sasa, powiedział nam, że wiele rodzin zamieszkujących tę wyspę poprawiło swój status dzięki pracy w Stanach Zjednoczonych. Po powrocie do ojczyzny zainwestowali w przebudowę domów i rozbudowę włości. Aktualnie głównym dochodem mieszkańców jest uprawa i eksport drewna dębowego. Przygotowane do transportu partie pociętego dębu składowane są na nabrzeżu nieopodal mariny, tak więc łatwo jest je zauważyć…

                Dzień piąty, czwarty dzień nurkowy. Docieramy do najdalej wysuniętego w kierunku północnym celu naszej wyprawy. Wyspa Premuda i jej słynne miejsce nurkowe Bucht/Uvaca Široka z niesłychanie fantazyjnym systemem kanałów i tuneli. Punktem najbardziej rozpoznawalnym jest tzw. Katedra. Po dwóch nurkowaniach stwierdzamy, że spokojnie moglibyśmy tu jeszcze zrobić więcej podwodnych eskapad. Charakter i układ dna, obfitość podwodnych tuneli i kanałów, niezliczone życie, ławice ryb wciągały nas w toń z każdym nabranym oddechem. Kilkudziesięcio metrowy korytarz doprowadził nas do podwodnej sali z dnem na głębokości około 26 metrów. Sufit komnaty posiada wiele szczelin, a przedostające się z góry promienie światła niezwykle barwnie rozpraszały się nad naszymi głowami. Punktem kulminacyjnym było spotkanie z homarem, zaszytym w szczelinie u podnóża ściany. To prześmieszne stworzenie, którego szczypce wydają się stanowić 40% ciężaru ciała dostarczyło mi wiele pozytywnych emocji, bo przecież nie co dzień mamy szansę spotkać tak osobliwego skorupiaka…

Nocleg spędziliśmy na kotwicy w zacisznej zatoce u wybrzeży wyspy Długi Otok.

                Dzień szósty i z kolei przedostatni dzień nurkowy zaczął mi powoli przypominać o kresie naszej podróży. Następnego dnia po południ wrócimy do portu w Zadarze i spędzimy ostatnią noc w chorwackim miasteczku. Ale zanim to nastąpi skupmy się jeszcze na tym, co najprzyjemniejsze – czyli nurkowaniu. Tego dnia naszym celem padły rafy zewnętrzne wyspy Długi Otok. Porównując nurkowanie pomiędzy wyspami do tego od otwartej strony morza Adriatyckiego, w mojej opinii korzystniejsze wydaje się to drugie. Woda jest bardziej przejrzysta, ściany obficiej porośnięte gorgoniami i koralowcami oraz zwierzęta/skorupiaki występują w większej ilości….szczególnie przy mniej korzystnych warunkach pogodowych – dużym prądzie i wysokiej fali.

Pierwsze nurkowanie zrobiliśmy na rafie Mežanj. Na godzinę przenieśliśmy się do bajkowej krainy scenerią przypominającej film „Piraci z Karaibów”. Zawisnęliśmy w niebieskozielonej toni na zboczu rafy opadającej na około 60 metrów, którą zdobiły pozostałości sieci rybackich i porwanych lin.

Drugie zejście to atrakcja, na którą czekałam już od dawna. W dalszym ciągu penetrowaliśmy zewnętrzną stronę wybrzeża wyspy Długi Otok, miejsce o nazwie Lopata. Niesamowite plateau w kształcie języka, opadające na głębokość 80 i więcej metrów. Nurkowanie w tej lokalizacji jest tak atrakcyjne, że spokojnie można by zrobić tutaj trzy lub cztery zanurzenia. Podwodny cypel wyciągnięty na otwarte wody Adriatyku zmieniał charakter dna z każdymi 50 barami. Zaczęło się ciekawie uformowaną ścianą poprzecinaną szczelinami, rozpadlinami i gdzie niegdzie piaszczystymi polanami. Na jednej z nich znaleźliśmy kawałek amfory, ślad po pradawnych mieszkańcach zamieszkujących tutejsze wyspy. Kolejne 50 barów to kolejna ścianka o zupełnie innym charakterze zbocza. I tak przez godzinę zachwycaliśmy się niezwykłymi walorami Lopaty – miejsca godnego polecenia nawet najbardziej wybrednym!

Pełni wrażeń i zachwyceni Lopatą wyruszyliśmy w kierunku północnym i na 30 minut przed zakotwiczeniem wpłynęliśmy na wody Parku Narodowego Kornati. Kornaty to niezwykle malowniczy archipelag 147 mniej lub bardziej skalistych wysepek piętrzących się nad niebieską tonią, który od roku 1980 chroniony jest statutem Parku Morskiego. Widoczność wody zmieniła się w tym miejscu na kryształową, brak jest rozwiniętego osadnictwa. Pejzaż wysepek zdobią małe kapliczki, pastwiska i pasące się na nich owce, ruiny kościółków i starych porzuconych domostw.

Pod wieczór dotarliśmy do małej osady z kamiennym pomostem o nazwie Levrnaka. Na nabrzeżu stał jeden granitowy dom, którego właściciel prowadził w jego części tzw. KOMASE, czyli karczmę.

Postanowiliśmy zrobić nurkowanie nocne. Warunki do tego były idealne. Nieopodal miejsca, gdzie przycumowała nasza łódź, znajdowała się zaciszna zatoka, o głębokości nie przekraczającej 15m. Po zachodzie słońca, w oczekiwaniu na kolację zaskoczyła nas typowa dla Chorwacji wietrzna nawałnica. Porywisty wiatr o nazwie BORA zrywa się bardzo gwałtownie, wieje z dużą siłą i jest prawdziwym postrachem wśród żeglarzy. Nam jednak w nurkowaniu nie przeszkadzał zbyt mocno, tak więc wykonaliśmy nasz plan. Spotkaliśmy mątwę, dużego kraba, który za dom noszony na grzbiecie obrał sobie 30 centymetrowego polipa (strasznie nas rozbawił) oraz sporą ośmiornicę (ksywa Heniek), który zaatakował naszego kamerzystę wskakując mu na rękę i próbując wyrwać kamerę. Tak więc wynik całkiem zadowalający jak na nurkowanie przy świetle księżyca.

                Ostatni dzień nurkowy to dwa pożegnalne nurkowania w sercu Parku Narodowego Kornaty: na rafach Kamičič oraz Borovnič. Tutaj po raz pierwszy w życiu spotkałam ciekawą rybę węgorzokształtną – kongera. Jest to drapieżny węgorz morski przypominający murenę a różniący się od niej pyskiem. Jego głowa kształtem przypomina psi ryjek, posiada on duże, niebiesko-szare, szkliste oczy, które najczęściej wypatrzymy jako pierwsze w szczelinie rafy, gdzie się ukrywa.

Kornaty to podwodne bogactwo wielu odmian ślimaków, szkarłupni i ukwiałów o ogromnej różnorodności barw, kształtów i rozmiarów. Do tego krystalicznie czysta woda jak na teren Parku Narodowego przystało – miejsce w 100% godne polecania.

                Siedem dni spędzonych na łodzi przemierzającej najciekawsze nurkowe zakątki Adriatyku, tym razem wokół wysp regionu Północnej Dalmacji wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Do Chorwacji mamy stosunkowo niedaleko, jest ona w zasadzie na wyciągnięcie ręki. Podróż własnym samochodem daje nam niezwykłą swobodę, elastyczność w planowaniu trasy oraz co pewnie wielu z Was spodoba się najbardziej, możliwość spakowania całego sprzętu nurkowego, jaki tylko mamy chęć zabrać, bez zbędnych tłumaczeń, nieprzyjemności i horrendalnie wysokich dopłat za nadbagaż na lotnisku. W zależności od miejsca zamieszkania przejazd do Zadaru – portu, z którego najczęściej wypływa łódź Agramer, nie powinien zająć nam więcej niż 10-14 godzin.

A już sama Chorwacja urzeknie nas swoim urokiem i przyjazną atmosferą. Praktycznie każdy z nas tu był, część z nas nurkowała, ale zapewniam, że takiej satysfakcji z wyjazdu i tak doskonałych nurkowań nie uda nam się zrobić nigdzie, jak tylko z pokładu łodzi kursującej do najciekawszych zakątków Adriatyku. Bogate doświadczenie i perfekcyjna znajomość morza przez kapitana pozwoliły nam odkrywać magię tego miejsca oraz poznać unikalny podwodny ekosystem, jaki trudno jest spotkać gdziekolwiek indziej na świecie. Śmiem powiedzieć, że bogactwem życia Adriatyk przerasta nawet Egipt! Oczywiście nie jest tak kolorowo-koralowy, jak afrykański konkurent, jednak tylko tutaj staniemy oko w oko z metrowymi skorupiakami, lasami gorgonii i czerwonych koralowców, napotkamy pozostałości dawnych cywilizacji zamieszkujących wyspy – amfory. Odkryjemy systemy kanałów i podwodnych jaskiń, spenetrujemy 100′, 200′ letnie, a nawet jeszcze starsze wraki, zanurkujemy na ścianach i w systemach skalnych tak głęboko, jak tylko sobie postanowimy. Safari w Chorwacji, a głównie północna część Adriatyku, wyspy Kvarneru, to doskonała gratka dla nurków technicznych. Po zgłoszeniu z kilkudniowym wyprzedzeniem bez problemów można zorganizować wszystkie gazy i mieszanki, jakie tylko będą potrzebne. W zasadzie zrobimy wszystko to, o czym zawsze marzymy. W porozumieniu z kapitanem i podążając za jego sugestiami, będziemy poznawać podwodne atrakcje Adriatyku znane tylko nielicznym. I co najważniejsze, zgodnie z naszymi potrzebami, a nie dostosowując się do z góry narzuconego planu. I w dodatku sami! Dookoła nas nie ma żadnych nurków, tylko my i podwodne skarby…

Chorwacja to miejsce niezwykle przyjazne, śmiem twierdzić, że Polacy czują się tu jak w domu. Brak znajomości języków obcych nie jest problemem – jesteśmy w stanie bez problemu nawiązać dialog z jej mieszkańcami posługując się naszym macierzystym językiem.

                Życie na pokładzie łodzi toczy się tu swoim rytmem, tempem optymalnym do kosztowania wszystkiego, co dzieje się dookoła nas. Nie ma tu szaleństwa, gonitwy za pobijaniem rekordów w ilości nurkowań podczas jednego wyjazdu. Czas spędzamy zgodnie z rytmem życia mieszkańców klimatu śródziemnego. Dzień zaczynamy pożywnym śniadaniem około godziny 8:00 rano w marinie, w której zakotwiczeni byliśmy na noc. Praktycznie każdego ranka załoga łodzi przynosi nam świeże pieczywo prosto z lokalnej piekarni. Tak więc jeśli wypieki gotowe są o 8:30, to śniadanie zaczyna się przed 9-tą. Jeśli ktoś z uczestników ma ochotę pospać sobie ciut dłużej, nie ma problemu. Jego śniadanie będzie gotowe na późniejszą porę. Port opuszczamy około 10:00, tak więc w chwili wolnej można jeszcze pospacerować w nabrzeżnym miasteczku lub popływać w morzu. Około 11:00 dopływamy do pierwszego miejsca nurkowego i tu spędzamy około 2 godziny na podwodnej przygodzie. Po powrocie na pokład udajemy się do zacisznej zatoki, gdzie w ciszy i spokoju spędzamy kolejne 2-3 godziny. Przy stole na rufie, na świeżym powietrzu, w otoczeniu malowniczych widoków chorwackich wysepek jemy lunch i potem następuje czas błogiej sjesty. Relaks, opalanie, drzemka, kąpiele – każdy ma czas dla siebie. Drugie nurkowanie zaczyna się około godziny 15:30, w miejscu które kapitan obierze dla nas jako najatrakcyjniejsze. Na naszym safari nie ma gotowego planu, jasno wytyczonego rozkładu. Plan obierany jest na bieżąco, tak, by zgodnie z panującymi warunkami na morzu zaproponować uczestnikom maksymalną satysfakcję i możliwość korzystania z uroków Adriatyku. Koniec drugiego nurkowania to chwila, na którą czekam cały dzień – jeśli oczywiście nie mamy w planie nurkowania nocnego. Wychodzimy z wody, w przybliżeniu jest godzina 17:00. Słońce powoli zmienia barwę na złotawą, łagodnie rozświetla morze i wystające wysepki. Dookoła turkusowo- niebieska woda. Wychodzimy na pokład, nalewamy sobie piwo z kega (kapitan łodzi doskonale zna potrzeby swoich gości – w salonie zamontował urządzenie do samodzielnego nalewania schłodzonego piwa) i zapada prawdziwie błogi nastrój. Wymiana doświadczeń i przeżyć, pokazy zdjęć i najlepszych wycinków nakręconych tego dnia filmów. Gawędzenie, dowcipy, rozmowy…pomagają nam łagodniej znieść zapachy przygotowywanej kolacji, dobiegające z kuchni. Zawijamy do mariny, oczywiście jak najbardziej urokliwej i kameralnej. Dochodzi godzina 20:00, czyli czas kolacji. Jemy ją ze smakiem na tylnym pokładzie, przycumowani w marinie, z pięknymi widokami na stare domki, rybackie łódeczki, mieszkańców i morze. Takie chwile dostarczają nam niezwykle pozytywnych emocji na kolejny dzień…

                Safari nurkowe w Chorwacji to produkt jakiego dawno szukałam, to przygoda jakiej nie posmakujemy nigdzie indziej na Świecie… To produkt unikalny i kompleksowy. Za kwotę 3.000zł mamy wszystko. 2-3 nurkowania dziennie przez 6 dni w najlepszych i totalnie niekomercyjnych zakątkach Adriatyku, wspaniały rejs pomiędzy chorwackimi wysepkami, noclegi w kameralnych i zacisznych śródziemnomorskich marinach, opiekę i przewodnictwo doskonałego kapitana, znającego region jak mało kto – robiącego wszystko, co w jego mocy, by pokazać odwiedzającym największe atrakcje! Brak komercji, zniewalające widoki, życie wokół malowniczych wysepek zapomnianych przez rozwój cywilizacji i turystyki. Bliski kontakt z przyrodą i niezwykle przyjaznymi mieszkańcami, nurkowania na najwyższym poziomie w otoczeniu, które nie powszednieje. Wszystko jest tu nieprzewidywalne, także to co zobaczymy pod wodą…bo nie stajemy się częścią biznesu nurkowego proponowanego przez lokalne centra nurkowe. Mamy świetnego kapitana, który zabierze nas w miejsca nieznane i niepopularne… Pokaże nam morze i jego skarby takimi, jakimi są naprawdę, a nie przygotowanymi spotami nurkowymi, gdzie dziennie przepływają setki osób! I to wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Myślę, że jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami, mając Chorwację tak blisko!

Katarzyna Cieślawska-Bagińska
wwww.Activtour.pl

Popularne posty

BalticTech 2019

Pierwszy raz, mamy nadzieję, że nie ostatni. Ruszamy na Baltic Tech do Gdyni, będziemy mieli tu swoje stoisko. Jeśli chcielibyście się z nami spotkać zapraszamy gorącą. Czekamy na […]

ZOBACZ
Sudan – wyjątkowy kierunek nurkowy

To jest nasza nadzieja, że dzieci urodzone dzisiaj będą miały 20 lat przed sobą, trochę zielonej trawy pod gołymi stopami, świeże powietrze do oddychania, trochę błękitnej wody do […]

ZOBACZ
ANTARKTYDA Nurkowanie w Krainie Lodowych Gigantów…

W obszarach polarnych przestają działać reguły, które obowiązują w naszym codziennym życiu. Antarktyda to rejon wiecznego lodu, dni trwających sześć miesięcy, błędnych wskazań kompasów, to tu spotykają się […]

ZOBACZ
LINIA LOTNICZA ZGUBIŁA NASZ BAGAŻ NURKOWY – i co dalej…?

Nasze wakacje nurkowe rozpoczęte. Przemęczeni podróżą docieramy na drugi koniec świata, do szczęścia  zostało już tak niewiele. Odbiór bagażu, transfer do miejsca gdzie spędzimy najbliższe dni lub tygodnie, […]

ZOBACZ
Poznaj nasze nurkowe Ecocampy!

Często zastanawia mnie fenomen Egiptu – z całą pewnością można go nazwać darem dla wszystkich nurków mieszkających w Europie.  W odległości zaledwie 4 godzin lotu samolotem, za minimalnie […]

ZOBACZ
WYJAZD NURKOWY DO EGIPTU: W JAKIEJ SYTUACJI MOŻEMY BEZKOSZTOWO ANULOWAĆ NASZĄ REZERWACJĘ?

Od kilku lat w ocenach MSZ, Egipt uważany jest za państwo narażone na akty terroru. Od 2011 roku poziom zagrożenia utrzymuje się (z małymi przerwami) na poziomie 3 […]

ZOBACZ
20 TOPOWYCH KIERUNKÓW NURKOWYCH NA ŚWIECIE – Alfabetyczny Ranking Activtour

Jesteśmy mobilni, potrafimy dotrzeć już w zasadzie w każdy zakątek naszego globu. Z pełną świadomością twierdzę, że świat stoi przed nami otworem… Niektórzy z nas swoją podwodną przygodę […]

ZOBACZ
RPA – “PO DRÓGIEJ STRONIE RÓWNIKA…”

RPA – Republika Południowej Afryki, miejsce po którym stąpamy z głową zwisającą w dół 🙂 Sam koniuszek Afryki, otoczony dwoma oceanami: Atlantyckim od strony zachodniej oraz Indyjskim od […]

ZOBACZ
In the middle of Atlantic czyli wyprawa nurkowa na Azory

Szczyt Pico wynurzył się zza cumulostratusów i otaczających go altocumulusów, przypominając bardziej wisienkę na dużym, śmietankowym torcie, spoczywającym na lazurowej paterze, niż stale aktywny wulkan drzemiący sobie na […]

ZOBACZ
SAFARI NURKOWE: KILKA PORAD JAK W ZGODZIE DZIELIĆ KABINĘ, ZE WSPÓŁLOKATOREM

Nie każdy z nas uczestniczy w wyjeździe nurkowym w towarzystwie osoby blskiej i takiej, którą dobrze zna – z drugą połową, mężem/żoną czy przyjacielem. Często decydujemy się na […]

ZOBACZ
KOSTARYKA czyli kraj wulkanami kipiący…

Małe, jedno z mniejszych Państw Ameryki Łacińskiej, którego powierzchnia odpowiada blisko 1/6 powierzchni Polski i zamieszkiwana jest przez około 4 miliony ludzi… Urzeka, oszałamia, zaskakuje i zachwyca swoimi […]

ZOBACZ
Zwiedzaj Świat – cz. 2

Zapraszam do lektury drugiej części artykułu na temat czy powierzać / nie powierzać organizację swoich wakacji nurkowych profesjonalnym biurom podróży? Umowa-zgłoszenie, warunki uczestnictwa oraz ubezpieczenia to bardzo istotne […]

ZOBACZ
Zwiedzaj Świat – cz. 1

 Czy powierzać / nie powierzać organizację swoich wakacji nurkowych profesjonalnym biurom podróży? Na to pytanie tak naprawdę każdy z nas powinien odpowiedzieć sobie sam. Nie ma jednej właściwej […]

ZOBACZ