01.12.2014

Borneo i nurkowanie na legendarnym Sipadanie

Z ręką na sercu przyznam, że do opisania wspomnień z wyprawy na Borneo zabieram się od listopada 2014 roku. Czas płynie, pojawiły się kolejne plany wyjazdów, a to, […]

Z ręką na sercu przyznam, że do opisania wspomnień z wyprawy na Borneo zabieram się od listopada 2014 roku. Czas płynie, pojawiły się kolejne plany wyjazdów, a to, czego doświadczyłam w Malezji podczas nurkowań na Sipadanie czy podczas rejsu dziewiczą rzeką Kinabatangan zeszło na dalszy plan. Szczęśliwie złożyło się jednak, że kilka tygodni temu sprezentowałam znajomemu pamiątkę – fotoksiążkę ze wspólnych wyjazdów w miejsca bliższe i dalsze. Tak się składa, że wspólnie byliśmy także na Borneo. Przygotowując album odwiedziłam bazę zdjęć, które udało mi się zrobić podczas naszej wyprawy. Powrót do tych zdarzeń zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie i przywołał wspomnienia, o których zbyt szybko chyba zapomniałam. Na nowo zachwyciłam się tym, co spotkałam pod wodą: ławice skarusowatych papugoryb (bumphead parrotfish) w ilości setek sztuk , bliżej nieznany mi taniec stada barakud, które w harmonicznym rzędzie spłynęły spod powierzchni wody na głębokość około 10-15 metrów, a następnie utworzyły harmoniczny krąg niczym „oko cyklonu”, w którym wirowały przez około 5 minut, niezwykle wdzięczne i wielobarwne ławice skalarów unoszące się w toni turkusowej wody, prawdziwe oblężenie żółwi zielonych leniwie snujących się po rafach Sipadanu, rekiny rafowe, spektakularne i tajemnicze mątwy, kropkowane orlenie, malownicze rafy a na okolicznych wysepkach Mabul i Kapalai podwodny świat ślimaków odmian wszelakich, który z pewnością zachwyci fotografów i osoby wrażliwe na ich piękno.

                Dziś na spokojnie i z dystansem do osobistych odczuć na temat Borneo (a właściwie stanu Sabah położonego na północnym krańcu wyspy) mogę spróbować dokonać analizy tego miejsca, które niewątpliwie warte jest naszej uwagi dzięki bogactwu występującej przyrody oraz pomimo nieco mrocznych tajemnic. Borneo, trzecia co do wielkości wyspa świata i jedyna, która administrowana jest aż przez trzy państwa, rozsławiona jest dzięki dziewiczej puszczy porastającej te tereny, orangutanom – różniącym się od nas budową DNA o zaledwie trzy procent; lasom deszczowym, których wiek naukowcy szacują na 130mln lat; 15 tysiącom gatunków drzew; osławionym łowcom głów – rdzennym mieszkańcom wyspy, którzy uważają, że duchowa moc człowieka mieści się w jego głowie oraz dzięki jednym z najlepszych na świecie warunków do nurkowania wokół koralowej wyspy Sipadan – rozsławionej przez samego Jacques-Yves Cousteau. Sipadan to mekka nurków, na której spotkać można ponad trzy tysiące gatunków ryb, setki odmian koralowców, bardzo rzadkie (tu występujące w tak dużej ilości) żółwie zielone czyniące ją jednym z najbogatszych ekosystemów morskich na świecie.

                W moim odczuciu nie była to jedna z tych radosnych i beztroskich podróży, kiedy każdego dnia uśmiech widniał na mojej twarzy przez cały dzień. Podczas pobytu w stanie Sabah pojawiało się sporo momentów, w których łzy cisnęły się do oczu lub dopadały mnie chwile zadumy.

?

                Naszą podróż rozpoczęliśmy od miejscowości Kota Kinabalu, portu lotniczego matki/bazy wypadowej – do którego przylatuje większość podróżnych z różnych części świata. Kota Kinabalu, usytuowana u wybrzeży Morza Południowochińskiego jest stolicą tego stanu, tym samym największym miastem malezyjskiej części wyspy. Miejsce samo w sobie nie stanowi atrakcji turystycznej. Jest tu ciasno, duszno, „betonowo”! Na ulicach widać dużo japońskich aut, spotyka się klimatyzowane domy towarowe oraz nowopowstałe apartamentowce – zdecydowanie nie ma tu nic, co nawiązuje do dzikiej przyrody i bujnej dżungli. Nam jednak udało się odnaleźć tutaj kilka ciekawostek. Największą był lokalny targ, na którym od niezwykłej różnorodności stoisk może zakręcić się w głowie. Z zainteresowaniem przyglądałam się egzotycznym gatunkom sprzedawanych tu ryb i owoców morza, barwne stragany owoców i warzyw urozmaicały wnętrze targowiska kolorami, mistyczny magik-wróżbita wróżący z zamoczonej w jakiejś dziwniej substancji zasuszonej jaszczurce, no i jeden z najciekawszych owoców jaki spotkałam do tej pory – durian! Słyszałam już o nim sporo anegdot, czytałam zabawne przygody z durianem w książkach Beaty Pawlikowskiej, jednak sama do tej pory nie miałam okazji go zobaczyć. Uradowana, pomimo iż mogłam kupić tylko jego małą porcję, zapłaciłam około 50zł za cały owoc ważący ok. 2kg. Miły pan z targowiska ładnie go obrał i poporcjował. Niemiły zapach, z którego słynie, delikatnie „trącał” mi po nosie. Nie zniechęcił mnie jednak, by skosztować tego egzotycznego smakołyku (bo o tym, że jest on przepyszny, przeczytałam w książce pani B. Pawlikowskiej). Po pierwszych kęsach miałam już dosyć – mdły smak lekko zepsutego mięsa był zbyt silny. Co najśmieszniejsze, w większości obiektów publicznych i w komunikacji miejskiej łatwo można odnaleźć tabliczkę zakazującą wnoszenia tych owoców – taka również była w naszym hotelowym pokoju 

                Nasze spotkanie z Kota Kinabalu trwało dwa dni. Stąd polecieliśmy samolotem do miejscowości Sandakan usytuowanej nad morzem Sulu. Przy okazji tematu lokalnych przelotów na Borneo chciałabym zaznaczyć, że jest to najszybsza, najwygodniejsza forma transportu pomiędzy lokalnymi miejscowościami. Kiepski stan dróg oraz bogato zadrzewione tereny (plantacjami palmowymi lub dżunglą) znacznie utrudniają komunikację drogą lądową. Transport lotniczy działa niezwykle sprawnie i jest niezastąpioną metodą podróży w tym zakątku świata.

                Przelot samolotem na trasie Kota Kinabalu (potocznie nazywanym przez mieszkańców „KK” ) – Sandakan pokazał przykrą odsłonę wyspy. Z lotu ptaka w niezwykle przejrzysty sposób zaobserwowałam to, o czym do tej pory tylko czytałam w różnych publikacjach. Wylesienie Borneo odbywa się na gigantyczną skalę. Trzydzieści lat temu dżungla pokrywała ponad siedemdziesiąt procent powierzchni wyspy, dziś wynosi ona niespełna pięćdziesiąt procent. Ogromnym problemem jest uprawa palm, z których otrzymuje się olej palmowy znajdujący powszechne zastosowanie w wielu gałęziach przemysłu, w tym w kosmetycznym czy spożywczym (znajdziemy go min. w czekoladzie, chlebie, lodach, napojach). Kosztem lasów pierwotnych wielkie koncerny produkujące olej palmowy zalesiają ziemię plantacjami palmowymi doszczętnie degradującymi środowisko naturalne – dom dla tysięcy unikatowych gatunków roślin i zwierząt (w tym naczelnych: min. orangutanów, szympansów, goryli), wielką fabrykę żywności oraz magazyn wody. Z pokładu samolotu zobaczyłam całe to zjawisko na własne oczy: niekończące się połacie symetrycznie rozłożonych koron drzew palmowych, rozlokowanych pośród nierównomiernej i lekko chaotycznej powierzchni utworzonej przez korony drzew dziewiczego lasu deszczowego. Skala i ogrom problemu stał się dla mnie naocznym dowodem na bezmyślność działań człowieka!

                Wyglądając przez okienko samolotu, po około 40 minutach lotu dostrzegłam coś na kształt leniwie snującego się, brunatno zabarwionego węża pośród gęsto zalesionej i bujnej dżungli. Tak! Z lotu ptaka udało mi się wypatrzeć kolejny cel naszej podróży – malowniczo wijącą się przez około 560km rzekę Kinabatangan, mającą ujście w morzu Sulu. Koryto rzeki Kinabatangan stanowi ostoję dla niezliczonych gatunków zwierząt. Meandruje ona przez pierwotne lasy deszczowe, będąc schronieniem oraz domem egzotycznego ptactwa, ssaków, gadów, płazów, których część na własne oczy mieliśmy szansę zobaczyć.

                Nasza podróż do lodgy zaszytej w lesie deszczowym u wybrzeży rzeki Kinabatangan zajęła nam około 3 godziny. Z mariny w Sandakanie wsiedliśmy na superszybką łódź motorową, która z prędkością około 60km na godzinę zagłębiała się w jej dziewicze koryto. Krajobraz podczas naszej przeprawy nasycony był kolorami i niezwykle malowniczy: brunatna woda szerokiej na około 50 metrów rzeki, bujna roślinność porastająca jej brzegi, ptactwo krążące nad koronami drzew. Jednym słowem cisza, spokój, nieskażona natura! Co kilkanaście kilometrów natrafiamy na niewielkie i skromne osady, składające się z kilku małych domków usytuowanych przy nabrzeżu. Mijamy się z pływającym szpitalem – bo właśnie w taki sposób funkcjonuje tutejsza służba medyczna. W pewnym momencie słychać podekscytowany głos naszego przewodnika: „orangutan, patrzcie, tam!” W rzeczy samej, z korony wysokiego drzewa położonego tuż przy nabrzeżu wystawała ruda głowa tego naczelnego, spoglądającego w naszym kierunku. Mieliśmy szczęście! Udało nam się zobaczyć wolno żyjącego orangutana w swoim naturalnym środowisku (bo przecież nie jesteśmy w rezerwacie ani żadnym centrum rehabilitacyjnym). Nagle niebo robi się sine, nad nasze głowy nadciągają kłębiaste chmury. Leje, w dosłownym tego słowa znaczeniu, „prawdziwa pompa” z nieba!  Na Borneo jest około 270 dni deszczowych, gdy przestaje padać niebo szybko wypogadza się i robi się bardzo parno – teraz już w 100% czujemy się jak w prawdziwym lesie tropikalnym:)

                W deszczowej scenerii docieramy do naszej lodgy – miejsce powala mnie na kolana! Piękna, zbudowana z drewna i pali wioseczka, tuż na nabrzeżu wartko płynącej rzeki Kinabatangan, w otoczeniu dziewiczej dżungli. Nagle przenosimy się do zupełnie innego świata – miejsca, gdzie w tle unosi się krzyk małp i ptaków, niewielkiej osady zatopionej w bujnym lesie, gdzie posiłki spożywaliśmy na tarasie zawieszonym tuż nad taflą wody. O wschodzie słońca wypływamy posłuchać odgłosów dżungli. Kilkuosobowymi czółnami suniemy przez mgłę unoszącą się nad wodą. Gdy zaczyna opadać dostrzegamy bujnie zalesione drzewami brzegi, w koronach których nocują małpy – czerpiące chłód oddawany przez rzekę. Zwierząt spotykamy całkiem sporo (choć niewiele w porównaniu z czasem sprzed dynamicznej wycinki dżungli): stada nosaczy, których samce nie grzeszą urodą przez wyglądający jak zwisający kartofel nos, brykających w koronach drzew, makaki i egzotyczne ptactwo. Podczas bardziej osobistej rozmowy z przewodnikiem dowiaduję się, że jego wyspa mocno się zmienia, że słonie przychodzą nad rzekę coraz rzadziej… Później opowiada, że tutaj niemal w każdej rodzinie jest ktoś, kto zajmuje się wyrębem rzadkich gatunków drzew, że jest to ciężka praca, przy której jest dużo wypadków. Ale za jedną dobrze ściętą sztukę można dostać nawet średnią pensję.

                Trzy dni mijają „jak okiem mrugnął”. Wracamy do cywilizacji! Przemieszczamy się do słynnej mekki nurków, rozsławionej dzięki niewielkiej koralowej wysepce o nazwie Sipadan. Z mariny w Sempornie, ultra szybką motorówką docieramy na wyspę Mabul, gdzie zamieszkamy i skąd przez kolejne pięć dni penetrować będziemy koralowe ogrody skrywające się pod powierzchnią lazurowej wody. Sama wyspa jest piękna, nieduża, z piaszczystymi plażami, palmami kokosowymi i domkami na palach unoszącymi się nad powierzchnią wody. W moich oczach jawi się jako klasyczny raj na ziemi z jednym, a właściwie dwoma małymi „ALE”!

                Moje pierwsze smutne „ALE” to skryte na drugim końcu wyspy osiedla „lokalnych” zamieszkujących wyspę. Budowa resortów wymusiła na tubylcach skupienie ich domostw w jednej niewielkiej części wyspy, a swobodne przemieszczanie się po jej terenie znacznie zostało im utrudnione. Ludzie mieszkający na wyspie Mabul niegdyś żyli prowadząc koczowniczy tryb życia. Nie mając swojego stałego miejsca zamieszkania przemieszczali się z wyspy na wyspę, żyjąc z tego, co oferowało im morze. Ich status zmienił się drastycznie, gdy na początku lat 90-tych zaczęły powstawać tu ośrodki dla płetwonurków wykorzystujące bliskie położenie wyspy do nieodległego podwodnego raju. Niegdyś zamieszkany Sipadan, aktualnie objęty został ochroną, zyskał status Parku Morskiego i przebywać można tu jedynie w ciągu dnia, posiadając specjalne zezwolenie. Tak więc następstwem tej decyzji było skupienie ośrodków noclegowych dla przyjeżdżających z całego świata płetwonurków i urlopowiczów na dwóch pobliskich wysepkach Mabul i Kapalai, a to z kolei wywróciło „do góry nogami” codzienne życie lokalnej społeczności.

                Drugim „ALE”, mniej mi przeszkadzającym jest fakt, że region ten zamieszkały jest w przeważającej części przez ludność wyznającą religię muzułmańską. Co za tym idzie, przekłada się to na typowy „arabski nieład i nieporządek”. W urzekające piękno i rajski klimat wyspy Mabul brutalnie wkrada nam się obraz porozrzucanych śmieci i wyrzucanych wraz z przypływem opakowań i reklamówek. Smutne, lecz prawdziwe. Osoby źle tolerujące zachowania i nawyki Arabów mogą w przykry sposób zderzyć się z rzeczywistością…

                Ale wracając do tematu nurkowania i tego, czego możemy spodziewać się od tej części Morza Celebes, w mojej opinii, podwodna rzeczywistość tego miejsca wygląda następująco: bujne i niezwykle kolorowe formacje i owszem spotkamy, ale w dobrym i nienaruszonym stanie tylko na Sipadanie! Mocno przereklamowane rafy domowe wysp Mabul i Kapalai są miejscami na tyle w złym stanie, że ich widok, szczególnie dla osób, które odbyły już kilka egzotycznych wypraw nurkowych, może okazać się rozczarowujący. Stoki obu wysepek są mocno zniszczone, zdrowa rafa istnieje tylko w nielicznych miejscach. Inną rzeczą jest natomiast fakt, iż właśnie tutaj spotkamy niezliczoną liczbę przeciekawych ślimaków, krabów, zaskakujące mątwy i kalmary. Świat makro jest niezwykle bogaty, każdy fotograf zorientowany na kadrowanie takich okazów przeżyje euforię!

                Jeśli chodzi o mnie, daleko jest mi do spokojnego śledzenia mięczaków! Natura i charakter pchają mnie w głąb, w kierunku spotkań z pokaźnymi mieszkańcami podwodnego świata. W nurkowaniach szukam dynamiki, akcji, możliwości obcowania ze zwierzętami wielkości przynajmniej psa:) Na moje potrzeby i preferencje odpowiedź była tylko jedna: SIPADAN! Z ręką na sercu powiem, że na tytuł miejsca osławionego i legendarnego zasługuje. Mały, płaski skrawek lądu stanowi czubek podwodnej góry, wystającej na wysokość 2km z dna Morza Celebes. Prądy opływające wyspę i podnoszące z dna odżywcze składniki mineralne powodują, iż miejsce to stanowi jedno z największych skupisk podwodnego życia na Ziemi. Każde jedno nurkowanie, które miałam szansę przeżyć (a w sumie były to trzy dni nurkowe) robiło na mnie spektakularne wrażenie. Pokonując różne głębokości obserwowałam zmieniającą się paletę barw wody – począwszy od obrazkowego turkusu na głębokości 2-5 metrów, kończąc na atramentowym granacie niezwykle przejrzystej wody poniżej 40 metra. To na Sipadanie zobaczyłam tak bogate życie morskie, o spotkaniu którego śnić można latami. Wyspa jest miejscem godów żółwi zielonych, które dziesiątkami towarzyszyły nam pod wodą. Część z nich leniwie snuła się po rafie, część zaszyta w jej zakamarkach smacznie sobie spała, nie zauważając nawet naszej obecności. Na każdym nurkowaniu gwarantowane jest więc spotkanie z żółwiami zielonymi, rafowymi rekinami białopłetwymi czy barakudami. Do tego ławice tak rzadko występujących, długich na około 1-1,5 metra skarusowatych napoleonów z prześmiesznym „guzem” na głowie; niezwykle liczne ławice majestatycznych skalarów, których tak dużą ilość spotkałam pierwszy raz w moim życiu czy jedno z najbardziej magicznych przeżyć – znalezienie się w środku kilkunastotysięcznej wirującej grupy karanksów. O tym wszystkim nie da się zapomnieć!

                Chciałabym podkreślić, że pisząc ten artykuł, pomimo smutnego i nostalgicznego wydźwięku, który łatwo można wyczuć w niektórych akapitach, NIE MIAŁAM INTENCJI odradzania czy nakłaniania do rezygnacji z wyjazdu na Borneo. Przeciwnie, uważam, że miejsce to jest niezwykłe i jeśli ktoś z Was ma możliwość wybrać się w podróż do Malezji, to jak najbardziej powinien to zrobić. W moim odczuciu przyjazd tutaj nie będzie kolejną „wesołą i beztroską podróżą”, lecz wyprawą pozwalającą poznać negatywne skutki ludzkiego egocentryzmu. Borneo to miejsce, które pozwoli na chwilę zadumy, skłoni nas do refleksji nad ludzką naturą i tym, jakie błędy popełnia człowiek. W XX wieku na Borneo żyło około 300 tysięcy orangutanów, obecnie populacja liczy niespełna 50 tysięcy – rocznie w wyniku działalności człowieka ginie ich około 5 tysięcy. Kurczenie się lasów i tropikalnej dżungli, karczowanej pod plantacje palmy olejowej znacznie ogranicza przestrzeń życiową wielu zwierząt – w tym naczelnych. Mimo to Borneo wciąż jest miejscem, gdzie możesz spotkać małpy, powąchać raflezję – największy kwiat świata, zaprzyjaźnić się z łowcami głów, zdobyć szczyty i głębiny, spłynąć rzeką w dżungli, zaznać luksusu i niewygód, a przede wszystkim zrobić nurkowania, które przez wielu zostają okrzyknięte „nurkowaniami życia”!

                W moim odczuciu Borneo to miejsce dość kontrowersyjne i dwoiste w swej naturze. Zupełnie inne od tych, które spotkałam do tej pory! Z jednej strony przeżyłam tu wspaniałą przygodę, odkryłam podwodną magię legendarnego Sipadanu, osobiście poczułam, zobaczyłam i usłyszałam, czym jest prawdziwa dżungla!  Z drugiej jednak strony, z zachwytu i euforii nad napotykanymi tu cudami dzikiej przyrody, popadałam w melancholię, dostrzegając smutny obraz zdewastowanego środowiska – efekt niszczycielskich działań i egoistycznej natury ludzkiej. Co do jednego jestem teraz pewna: podróż na Borneo szerzej otworzyła mi oczy na otaczający nas świat oraz jego unikalne piękno, które z łatwością potrafimy niszczyć…

Katarzyna Cieślawska-Bagińska
www.activtour.pl

Popularne posty

BalticTech 2019

Pierwszy raz, mamy nadzieję, że nie ostatni. Ruszamy na Baltic Tech do Gdyni, będziemy mieli tu swoje stoisko. Jeśli chcielibyście się z nami spotkać zapraszamy gorącą. Czekamy na […]

ZOBACZ
Sudan – wyjątkowy kierunek nurkowy

To jest nasza nadzieja, że dzieci urodzone dzisiaj będą miały 20 lat przed sobą, trochę zielonej trawy pod gołymi stopami, świeże powietrze do oddychania, trochę błękitnej wody do […]

ZOBACZ
ANTARKTYDA Nurkowanie w Krainie Lodowych Gigantów…

W obszarach polarnych przestają działać reguły, które obowiązują w naszym codziennym życiu. Antarktyda to rejon wiecznego lodu, dni trwających sześć miesięcy, błędnych wskazań kompasów, to tu spotykają się […]

ZOBACZ
LINIA LOTNICZA ZGUBIŁA NASZ BAGAŻ NURKOWY – i co dalej…?

Nasze wakacje nurkowe rozpoczęte. Przemęczeni podróżą docieramy na drugi koniec świata, do szczęścia  zostało już tak niewiele. Odbiór bagażu, transfer do miejsca gdzie spędzimy najbliższe dni lub tygodnie, […]

ZOBACZ
Poznaj nasze nurkowe Ecocampy!

Często zastanawia mnie fenomen Egiptu – z całą pewnością można go nazwać darem dla wszystkich nurków mieszkających w Europie.  W odległości zaledwie 4 godzin lotu samolotem, za minimalnie […]

ZOBACZ
WYJAZD NURKOWY DO EGIPTU: W JAKIEJ SYTUACJI MOŻEMY BEZKOSZTOWO ANULOWAĆ NASZĄ REZERWACJĘ?

Od kilku lat w ocenach MSZ, Egipt uważany jest za państwo narażone na akty terroru. Od 2011 roku poziom zagrożenia utrzymuje się (z małymi przerwami) na poziomie 3 […]

ZOBACZ
20 TOPOWYCH KIERUNKÓW NURKOWYCH NA ŚWIECIE – Alfabetyczny Ranking Activtour

Jesteśmy mobilni, potrafimy dotrzeć już w zasadzie w każdy zakątek naszego globu. Z pełną świadomością twierdzę, że świat stoi przed nami otworem… Niektórzy z nas swoją podwodną przygodę […]

ZOBACZ
RPA – “PO DRÓGIEJ STRONIE RÓWNIKA…”

RPA – Republika Południowej Afryki, miejsce po którym stąpamy z głową zwisającą w dół 🙂 Sam koniuszek Afryki, otoczony dwoma oceanami: Atlantyckim od strony zachodniej oraz Indyjskim od […]

ZOBACZ
In the middle of Atlantic czyli wyprawa nurkowa na Azory

Szczyt Pico wynurzył się zza cumulostratusów i otaczających go altocumulusów, przypominając bardziej wisienkę na dużym, śmietankowym torcie, spoczywającym na lazurowej paterze, niż stale aktywny wulkan drzemiący sobie na […]

ZOBACZ
SAFARI NURKOWE: KILKA PORAD JAK W ZGODZIE DZIELIĆ KABINĘ, ZE WSPÓŁLOKATOREM

Nie każdy z nas uczestniczy w wyjeździe nurkowym w towarzystwie osoby blskiej i takiej, którą dobrze zna – z drugą połową, mężem/żoną czy przyjacielem. Często decydujemy się na […]

ZOBACZ
KOSTARYKA czyli kraj wulkanami kipiący…

Małe, jedno z mniejszych Państw Ameryki Łacińskiej, którego powierzchnia odpowiada blisko 1/6 powierzchni Polski i zamieszkiwana jest przez około 4 miliony ludzi… Urzeka, oszałamia, zaskakuje i zachwyca swoimi […]

ZOBACZ
Zwiedzaj Świat – cz. 2

Zapraszam do lektury drugiej części artykułu na temat czy powierzać / nie powierzać organizację swoich wakacji nurkowych profesjonalnym biurom podróży? Umowa-zgłoszenie, warunki uczestnictwa oraz ubezpieczenia to bardzo istotne […]

ZOBACZ
Zwiedzaj Świat – cz. 1

 Czy powierzać / nie powierzać organizację swoich wakacji nurkowych profesjonalnym biurom podróży? Na to pytanie tak naprawdę każdy z nas powinien odpowiedzieć sobie sam. Nie ma jednej właściwej […]

ZOBACZ